XVI. >> wtorek, 24 listopada 2009 15:10:31

moje wnętrze się wypróżniło i jest już całkowicie puste.



reaktywacja.


Proserpine.
komentarze [3]

XV. >> poniedziałek, 2 lutego 2009 00:21:07


byłam małym dzieckiem. na oko ośmioletnią dziewczynką.
choć wcale nie. byłam sobą. ze swoją świadomością, a jednak ze świadomością dziecka i ciałem dziewczynki. i jedną rzecz miałam w sobie.
kochałam. bezgranicznie. nieskończenie. bo ten człowiek, którego kochałam był mi przeznaczony, miał być tylko dla mnie.
mimo, że on o tym nie wiedział. jeszcze.
to był dorosły człowiek, a ja nagle znalazłam się na tym świecie jakbym spadła z nieba i musiałam go odszukać, czułam, że muszę.
ale bałam się. bałam się, że on nawet nie wie o moim istnieniu. no tak, to oczywiste, że nie wie. bałam się, że gdy go wreszcie znajdę - on będzie kochał kogo innego, będzie wtedy z tym kimś, a ja - rzecz jasna - będę musiała czekać, aż się rozstaną. może kilka miesięcy, może rok, może kilka lat, a może całą wieczność? przerażało mnie to najbardziej na świecie, bo tak naprawdę nic innego na tym świecie dla mnie nie było.
no i w końcu go znalazłam. był ranek, a on leżał w łóżku z jakąś kobietą. czyli moje najgorsze obawy spełniły się. ale nie, to nie była jego kobieta, nawet nie kochał się z nią poprzedniego wieczoru. to była siostra lub przyjaciółka, nic poza tym. ale to jeszcze nie koniec drogi.
wkroczyłam do jego mieszkania jak gdyby nigdy nic, tym samym wkraczając do jego świadomości, głowy i życia. i on potraktował mnie z początku jak dziecko, jak tę małą dziewczynkę. z troską, oddaniem, czułością. chronił mnie i miał mnie chronić już zawsze.
nagle zorientowałam się, że on też ma świadomość tego całego przeznaczenia. że jego całe życie należy do kogo innego i tylko sekundy dzielą go od wiedzy, że tym kimś jestem ja.
patrzył na mnie i już to wiedział, choć nie do końca zdawał sobie z tego sprawę.
a ja ogarniałam swoim umysłem wszystko - przeszłość, przyszłość, teraźniejszość, jego umysł, naszą miłość, życie i całą wieczność.
on wiedział i ja wiedziałam, czuliśmy to razem od kiedy tylko wziął mnie po raz pierwszy na ręcę. i dla niego zawsze będę tym bezbronnym dzieckiem, które trzeba chronić, choć nagle stałam się w środku jeszcze bardziej dorosła.
ale nic nigdy, przenigdy nie przyćmi tej miłości, którą miał dla mnie, jeszcze większej miłości i tkliwości, niż moja dla niego.
czułam ją każdą myślą, każdym milimetrem skóry i świadomości, przepełniało mnie to uczucie jak naczynie.

nigdy nie doświadczyłam z człowiekiem większej intymności, niż w tym śnie.


Proserpine.
komentarze [0]

czule i na dystans. >> środa, 28 stycznia 2009 17:14:10


nie podoba mi się to wszystko, o nie.

sen i miłość rządzą moim życiem i rządzą niepodzielnie. nie dadzą mi się wyrwać, uciec, ani schować i ja wiem o tym bardzo dobrze. nie, właściwie to nawet nie próbuję uciekać, bo to bezcelowe, głupie i najzwyczajniej w świecie niepotrzebne. jestem przeznaczona snom i miłości, a one przeznaczone są mnie.

należymy do siebie nawzajem. już na zawsze.






forever...?
what?
...forever and ever?


Proserpine.
komentarze [0]

Dusze marynarzy saneczkują pod wodą. >> sobota, 1 listopada 2008 19:38:27


znów śnią mi się sny. ważne sny. dziwne, zaskakujące i nie do końca zrozumiale. śnią mi się ważne osoby, w piękny sposób. jakby... jakby pewne rzeczy się zmieniły, choć ja dalej jestem na swoim rzeczywistym poziomie świadomości.
te osoby nie wiedzą o tym, że w moich snach robią i mówią to, czego bym chciała. nie wiedzą, a gdyby się dowiedziały, to pewnie byłyby równie zdziwione, co ja.

nie, to ja powinnam się dowiedzieć, że sen zmienia się w rzeczywistość.


Proserpine.
komentarze [1]

Low Man's Lyric. >> czwartek, 16 października 2008 02:38:15

To zadziwiające, jak w moim życiu krąży miłość.

Cholera, znów czuję rozerwanie. Faktycznie, kocham, ale sama już nie wiem czy to w porządku. Chciałabym rzeczy niemożliwych, choć tak naprawdę najbardziej przydałaby mi się większa orientacja właśnie w tym, czego sama chcę.

Tak czy inaczej - jedna rzecz jest dla mnie pozytywna. To, że potrafiłabym jednak dać z siebie wszystko dla tej drugiej osoby. To, że byłaby dla mnie piękna i chciana mimo multum wad i rzeczy, które mnie wnerwiają. Bądź co bądź, ale aż tak to jeszcze nigdy tego nie czułam. Nigdy nie było we mnie tyle zrozumienia dla człowieka, chęci poznania go i nie zważania na siebie.

Czuję, że dzięki temu moja dusza jest coraz piękniejsza. I lżejsza, w sposób cudownie kojący... a to daje wprost niepojęty spokój.
I jestem za to wdzięczna losowi, to niezastąpione doświadczenie, przysięgam.


Proserpine.
komentarze [1]

I need a man to love. >> wtorek, 9 września 2008 01:07:04


och tak, naprawdę potrzebuję. pewnego konkretnego.

tyle, że on nie jest zainteresowany, haha.

to przykre.

P.S. tak, staram się pragmatycznie i cynicznie wyrzucić go ze swojej głowy, ale cholera, nie wychodzi.

P.S.2. i - mój boże - przepraszam za notkę w stylu zrozpaczonej piętnastolatki, ale musiałam.


Proserpine.
komentarze [2]

This Is Love. >> czwartek, 28 sierpnia 2008 09:47:06

Czuję się zakochana, wiecznie zakochana. Tak totalnie, obsesyjnie, na zabój i na zawsze, aż serce mi się ściska.
Przyspiesza mi puls, wyczekuję. Nie mogę zebrać myśli, bo ciągle krążą wokół.... no właśnie, kogo?
Sęk w tym, że nikogo takiego nie ma.

Jestem zakochana. Fikcyjnie.



Proserpine.
komentarze [5]

Gnossiennes no.1 >> wtorek, 19 sierpnia 2008 19:24:31


Nie, nie mogę już wytrzymać. Wszystko ściąga na mnie to potworne uczucie. Poczucie kompletnego wyobcowania i poczucie jakiegoś nieszczęścia, nieuchronnego i nie do uniknięcia, bo ono istnieje samo w sobie - w środku, wewnątrz głęboko i decyduje o tym wszystkim, co nazywa się mną. I ja wiem, że to nie minie, bo to jest część mnie.
Wydaje mi się... że coś stracę i że to się zbliża wielkimi krokami, że nie mogę przed tym ucieć. Albo jakbym już straciła - dawno temu i teraz tracę to samo kolejne milion razy, niezauważalnie. Nie widzę tego, bo nie wiem czym to jest, ale czuję. Czuję dotkliwie, koszmarnie. Mocno, a zarazem delikatnie, sennie. Bo to nie jest jawa, tylko sen.

Jest?





http://www.youtube.com/watch?v=WIVp05sEPhE


Proserpine.
komentarze [1]

VIII. >> czwartek, 31 lipica 2008 21:03:36

Jestem rozerwana pomiędzy jawą i snem, ponieważ sen jest moją jawą.

Proserpine.
komentarze [2]

VII. >> niedziela, 27 lipica 2008 13:17:39

Śnił mi się dzisiaj dziwny sen. Ogółem snów pamiętam w ilości sztuk trzech, ale opiszę tylko jeden - ten najważniejszy i jednocześnie ten, co do którego nie ma przeciwwskazań, by wszyscy go znali.

Więc zacznę od krótkiego prologu do dramatu w pięciu aktach. No dobrze, aktów nie będzie, ale prolog tak.
Rzecz sprowadza się do tego: o ile w większości snów chodzi o jakąś akcję, fabułę (rzadko logiczną, ale to najmniej ważne), a odczucia z tym związane są jedynie dodatkiem, skutkiem ubocznym - o tyle w moim śnie fabuła kompletnie nie była istotna, ponieważ jej w ogóle nie było. To uczucia i odczucia, myśli były jego głównym sensem i rzeczą ważną.

Otóż śniło mi się, że byłam w ciąży. A następnie (hm, to całkiem logiczne) urodziłam dziecko. Tyle, że o ile kobiety zwykle mają te kilka miesięcy na oswojenie się z myślą, że wydadzą na świat człowieka i że będzie to ICH człowiek, o tyle ja byłam takiego przywileju pozbawiona. Również nie znalazł się tam moment porodu. Od razu byłam w dziewiątym miesiącu, a po jakimś niedługim czasie trzymałam na rękach dziecko. Ogółem wyglądało to tak, że miałam wrażenie, iż jestem na tym świecie sama. Właściwie to nie było wielu ludzi poza mną, sen raczej zdominowały ciemne barwy i ciężka atmosfera, a ja byłam kompletnie wyobcowana. Bez poczucia związku z kimkolwiek. Również nie miałam poczucia, ze to dziecko jest moje, że do mnie należy, pochodzi ode mnie. Nie wiedziałam kim jest, dlaczego, skąd. Było obce. Ale po dłuższym czasie wiedziałam, że... nie wiem, że jest jedyne na tym świecie poza mną. Że jednak jest moje. Tylko moje i nikogo więcej, a ja jestem jego. Poczułam taką więź jak z nikim i nigdy. Czułam, jakby miało ono pewną świadomość i - mimo, ze było niemowlęciem (choć w sumie wyglądało na całkiem wyrośniętego dwulatka/dwulatkę) - w pewnym sensie było dorosłe. Nie odzywało się, ale ja wiedziałam, ze ono ROZUMIE. To było niesamowite, niesamowita więź.
I nagle zorientowałam się, że role się odwróciły. To ja byłam tym dzieckiem. I faktycznie - miałam dużą świadomość. I tak samo matka była dla mnie wszystkim, co istniało. A potem okazało się, że matka umarła. To znaczy, że nie ma jej. Coś jak motyw, kiedy twoja matka np. umiera kiedy jesteś bardzo małym dzieckiem - z jednej strony nie ma jej i tak jakby nie było nigdy. To codzienność, było tak i jest i nie ma nad czym się zastanawiać, twoje życie jest bez tego człowieka, jakby od zawsze. A z drugiej strony, wiesz, że kiedyś ta matka była, i nawet trochę to pamiętasz, ale nie ma żadnych emocji z tym związanych. Trochę myślisz, że "cholera, chciałbym, żeby ona była", ale jesteś pogodzony z jej brakiem obecności. I ja to tak właśnie odczuwałam, choć ten przedziwny związek czułam nadal.
I... tyle. Nic tam się nie działo. W pewnym momencie się obudziłam - jak zwykle, gdy Julia wstawała z łóżka i się szykowała. Potem śniły mi się jeszcze dwie rzeczy, w których również chodziło o odczucia. Pierwsza była bardzo nieprzyjemna i straszna, ale w sumie mało istotna, a druga była bardzo istotna, również dosyć nieprzyjemna, ale na swój sposób (wizualny sposób) piękna. Tyle, ze to już zostawię dla siebie, albo kiedy indziej, na kiedyś, kiedy wszyscy będą mogli być wtajemniczeni.


A ponieważ innych wypocin niż zwykła notka (patrz: wynurzenia pseudoliryczne) nie komentujecie - byłam ciekawa i chciałam się przekonać, czy sprawozdanie ze snu jakimś komentarzem opatrzycie, o.


Proserpine.
komentarze [3]

I cóż z tego, że pragnę? >> środa, 23 lipica 2008 16:34:53


Tak mi przykro, mój Drogi
Że nie ma Cię przy mnie
Że nie możesz mnie pocieszyć
Gdy spadam w głąb nocy.

Mógłbyś zostać ze mną na zawsze
Przecież wiesz
że bym Cię nie wygoniła.
Upajałabym się Twoją obecnością
po wszystkie czasy
Nieprzytomna z upicia
Twoją duszą
I Twoim ciałem.

Wydaję Ci się śmieszna?
Pewnie bawi Cię moje naiwne oddanie
Myślisz sobie pewnie
Że powinnam bać się
Twojego osądu.
Że nie powinnam nawet
Słowem Ci o tym wspominać.

Ależ skąd, mój Kochany
Ja wiem, że mnie nie osądzisz
Piszę do Ciebie i myślę o Tobie
Tylko dlatego iż wiem
Że nie istniejesz.


23.VII.2008.


Proserpine.
komentarze [0]

Merry Blues >> środa, 2 lipica 2008 16:26:36
Ostatnie dni były dosyć... hmm, interesujące, powiedziałabym.

Mnie i Pani J. udało się zrobić zdjęcia pewnemu człowiekowi, na którego polowałyśmy od dawna i ich efekt możecie na razie podziwiać tu:
http://blackproserpine.deviantart.com
Co prawda szykowany temat ("Tequilla, sexo y marijuana") jak dla mnie nie wypalił do końca, a to z braku odpowiednich przygotowań, ogólnej paniki i histerii, ale efekt jednak przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania (a przynajmniej moje) - to w temacie łazienkowym. I raczej jesteśmy dumne. Nieważne, że chyba u tego człowieka delikatnie sobie przejebałyśmy (tak, starałam się to określić najpiękniej, jak potrafiłam) - ta chwila i tak musiała wreszcie nadejść.
Tak czy inaczej szanownemu Panu M. serdecznie dziękujemy za udział i zaangażowanie (oczywiście na odpowiednią skalę), choć nie sądzę, by szanowny Pan kiedykolwiek miał tu zajrzeć.
Prawie tydzień temu spotkałyśmy się z kolejnym Panem M.M. - Maseckim Marcinem niejakim, również w sprawie robienia mu przez nas zdjęć. Pan oczywiście pomarudził, popatrzył na nas psychicznym wzrokiem, spytał, czy potrzebne nam to do albumu rodzinnego (ten człowiek chyba czyta w myślach) i obiecał, że znudzi mu się jego szkaradny wąs w ciągu dwóch tygodni i do tego właśnie czasu będzie się zastanawiał czy wyraża łaskawie zgodę na sfotografowanie jego wspaniałej osoby. Czekamy z niecierpliwością.
Poza tym kilka dni temu zabukowało się u nas na nocleg czterech uroczych muzyków, z czego jeden był z Czech, dwóch ze Słowacji i jeden z Polski. Było naprawdę uroczo, zwłaszcza, gdy szanowny Pan Jarek przychodził do nas do łóżka o 6 nad ranem. A, i kiedy po pijaku zarywałam prześliczną Pannę, która okazała się być Pana Jarka Panną byłą, heh (pozdrawiam :P). Jeden wieczór był stracony, i to w sposób dość przykry, no ale to już na pewno nie była wina Panów Muzyków, czy kogokolwiek innego. Niczyja wina, poza naszą - moją i drugiej Pani J. Faktycznie, chyba sobie tego nie wybaczę do końca życia, wtajemniczeni - mam nadzieję - wiedzą o cóż takiego chodzi. W każdym razie, śniadania szykowane przez Jarka były wyśmienite, to muszę zaznaczyć.
Poza tym dostałam obsesji na punkcie Manu Chao i zamierzam się wybrać na jego koncert we Wrocławiu, chyba się nieszczęśliwie zakochałam (tak, znów) i ogólnie się wszystko zrypało. Acha, i czytam teraz "Nieznośną Lekkość Bytu" Kundery i stracilam dla tej książki głowę. Sposób, w jaki ten człowiek pisze o różnych stanach, odczuciach, uczuciach, wrażeniach i snach - to jest TO.

To by było chyba na tyle. Dodam jeszcze na koniec, że kilka dni temu po raz drugi przeżyłam coś niezbyt sympatycznego słuchając "Jail" Down. Siedziałam, słuchałam i miałam wrażenie, że coś bardzo istotnego straciłam, no i że już nigdy tego nie odzyskam. To na pewno jest bardzo istotne COŚ, choć na razie nie jestem jeszcze w stanie stwierdzić czym to jest. W każdym razie chętnie się dowiem.


Proserpine.
komentarze [5]

. >> sobota, 21 czerwca 2008 23:18:01
Świat jest oparty na kłamstwie, o tak.


Proserpine.
komentarze [0]

Lies, I don't know what they say but... >> sobota, 7 czerwca 2008 21:40:13
Straciliście kiedyś coś bardzo ważnego?
Oczywiście, ze tak.
A kogoś?
Też, być może.
A kogoś, nierozerwalnie związanego z "czymś"?
Hmm...

To straszne, bo dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. I z tego CO straciłam i z tego, że w ogóle straciłam.
Więc był sobie kiedyś taki jeden człowiek... Którego znalazłam przypadkiem, ale to był bardzo dziki przypadek. I również innymi bardzo dzikimi przypadkami okazywały się inne, bardzo ciekawe rzeczy.
I mimo, że prawie nic o sobie nie wiedzieliśmy, czułam się w rozmowach z nim bardzo dobrze. Wierzyłam bezgranicznie w to, co mówił. I choć był starszy ode mnie tylko o rok, miałam wrażenie, że wie ode mnie milion razy więcej. Potrafił uporządkować mi w głowie tyle spraw... Swoją drogą - odnosiłam wrażenie, że on całkiem mnie lubi, lubi nasze rozmowy i tak dalej.
Aż pewnego dnia stwierdził, że koniec z naszą znajomością i tak po prostu, bez słowa uprzedzenia przestał się do mnie odzywać. Przestał odpowiadać na jakiekolwiek wiadomości i nigdy więcej nie miałam już z nim kontaktu.
No, bolało trochę, a potem - im więcej czasu mijało - tym bolało bardziej. Ale zaczęłam zapominać, zobojętniałam na to.
I w końcu... właściwie to niedawno - dotarło do mnie ile to wszystko znaczyło. I okazało się, że bardzo... naprawdę bardzo dużo. I że, cholera, mogę tego nigdy nie odzyskać, no i pewnie nie odzyskam. Tak sobie teraz myślę, że chyba wolałabym... nie wiem, nie zorientować się. Bo po co mi to?
Ale cóż... świadomość tak straszliwej straty nagle mnie przytłoczyła jakoś i odcisnęła piętnem we wszystkim.
Szkoda.
Zwłaszcza, że nie wiem jak sobie z tym poradzić.

Proserpine.
komentarze [7]

5 Minutes Alone >> poniedziałek, 19 maja 2008 19:11:03
Wczoraj, jadąc autobusem przypomniałam sobie stare czasy.

Niebo było strasznie ciemne, powietrze ciężkie, pachniało czymś nieokreślonym.

Kiwając się w rytm muzyki, akurat "Fire It Up" BLS - uśmiechałam się gorzko, wspominając to koszmarne cierpienie, które uczyniło mnie tym, kim jestem i - wbrew wszelkim regułom - nie wymazało ze mnie uczuć.

Zabawne.

Proserpine.
komentarze [2]





Book

O mnie


One
Karolina.
Ada.
Izabela.
Julietta.


Miłość
Down na MySpace.
Down.
Philip H. Anselmo.


Zaglądam
Filmweb.
Forum Mansonpl.


Oni
Siostra, najukochańsza.
Stefi.
Michał, hm.


Muzyka
Danzig.
Metallica.
SuperJoint Ritual.
Dead Can Dance.
Marcin Masecki.


Devianci
Alex-malex.
Wagner.
Ja.
Soheir.
Illeg4le.
Sleepyfeet.
TheCryBaby.
Orevivre.
iNeedChemicalX.
Foximilq.
C4stylexeon.
Strany.
MonsterMagnet.
ElifKarakoc.
Bonbon-A6dule.
SnjezanaJosipovic.
BlueBlack.
VivaVanStory



2008
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (4)
sierpien (2)
wrzesień (1)
październik (1)
listopad (1)

2009
styczeń (1)
luty (1)
listopad (1)



Lay zrobiła apokryficzna
Dla AS