
VIII. >> czwartek, 31 lipica 2008 21:03:36
Jestem rozerwana pomiędzy jawą i snem, ponieważ sen jest moją jawą.
Proserpine.
komentarze [2]
VII. >> niedziela, 27 lipica 2008 13:17:39
Śnił mi się dzisiaj dziwny sen. Ogółem snów pamiętam w ilości sztuk trzech, ale opiszę tylko jeden - ten najważniejszy i jednocześnie ten, co do którego nie ma przeciwwskazań, by wszyscy go znali.
Więc zacznę od krótkiego prologu do dramatu w pięciu aktach. No dobrze, aktów nie będzie, ale prolog tak.
Rzecz sprowadza się do tego: o ile w większości snów chodzi o jakąś akcję, fabułę (rzadko logiczną, ale to najmniej ważne), a odczucia z tym związane są jedynie dodatkiem, skutkiem ubocznym - o tyle w moim śnie fabuła kompletnie nie była istotna, ponieważ jej w ogóle nie było. To uczucia i odczucia, myśli były jego głównym sensem i rzeczą ważną.
Otóż śniło mi się, że byłam w ciąży. A następnie (hm, to całkiem logiczne) urodziłam dziecko. Tyle, że o ile kobiety zwykle mają te kilka miesięcy na oswojenie się z myślą, że wydadzą na świat człowieka i że będzie to ICH człowiek, o tyle ja byłam takiego przywileju pozbawiona. Również nie znalazł się tam moment porodu. Od razu byłam w dziewiątym miesiącu, a po jakimś niedługim czasie trzymałam na rękach dziecko. Ogółem wyglądało to tak, że miałam wrażenie, iż jestem na tym świecie sama. Właściwie to nie było wielu ludzi poza mną, sen raczej zdominowały ciemne barwy i ciężka atmosfera, a ja byłam kompletnie wyobcowana. Bez poczucia związku z kimkolwiek. Również nie miałam poczucia, ze to dziecko jest moje, że do mnie należy, pochodzi ode mnie. Nie wiedziałam kim jest, dlaczego, skąd. Było obce. Ale po dłuższym czasie wiedziałam, że... nie wiem, że jest jedyne na tym świecie poza mną. Że jednak jest moje. Tylko moje i nikogo więcej, a ja jestem jego. Poczułam taką więź jak z nikim i nigdy. Czułam, jakby miało ono pewną świadomość i - mimo, ze było niemowlęciem (choć w sumie wyglądało na całkiem wyrośniętego dwulatka/dwulatkę) - w pewnym sensie było dorosłe. Nie odzywało się, ale ja wiedziałam, ze ono ROZUMIE. To było niesamowite, niesamowita więź.
I nagle zorientowałam się, że role się odwróciły. To ja byłam tym dzieckiem. I faktycznie - miałam dużą świadomość. I tak samo matka była dla mnie wszystkim, co istniało. A potem okazało się, że matka umarła. To znaczy, że nie ma jej. Coś jak motyw, kiedy twoja matka np. umiera kiedy jesteś bardzo małym dzieckiem - z jednej strony nie ma jej i tak jakby nie było nigdy. To codzienność, było tak i jest i nie ma nad czym się zastanawiać, twoje życie jest bez tego człowieka, jakby od zawsze. A z drugiej strony, wiesz, że kiedyś ta matka była, i nawet trochę to pamiętasz, ale nie ma żadnych emocji z tym związanych. Trochę myślisz, że "cholera, chciałbym, żeby ona była", ale jesteś pogodzony z jej brakiem obecności. I ja to tak właśnie odczuwałam, choć ten przedziwny związek czułam nadal.
I... tyle. Nic tam się nie działo. W pewnym momencie się obudziłam - jak zwykle, gdy Julia wstawała z łóżka i się szykowała. Potem śniły mi się jeszcze dwie rzeczy, w których również chodziło o odczucia. Pierwsza była bardzo nieprzyjemna i straszna, ale w sumie mało istotna, a druga była bardzo istotna, również dosyć nieprzyjemna, ale na swój sposób (wizualny sposób) piękna. Tyle, ze to już zostawię dla siebie, albo kiedy indziej, na kiedyś, kiedy wszyscy będą mogli być wtajemniczeni.
A ponieważ innych wypocin niż zwykła notka (patrz: wynurzenia pseudoliryczne) nie komentujecie - byłam ciekawa i chciałam się przekonać, czy sprawozdanie ze snu jakimś komentarzem opatrzycie, o.
Proserpine.
komentarze [3]
I cóż z tego, że pragnę? >> środa, 23 lipica 2008 16:34:53
Tak mi przykro, mój Drogi
Że nie ma Cię przy mnie
Że nie możesz mnie pocieszyć
Gdy spadam w głąb nocy.
Mógłbyś zostać ze mną na zawsze
Przecież wiesz
że bym Cię nie wygoniła.
Upajałabym się Twoją obecnością
po wszystkie czasy
Nieprzytomna z upicia
Twoją duszą
I Twoim ciałem.
Wydaję Ci się śmieszna?
Pewnie bawi Cię moje naiwne oddanie
Myślisz sobie pewnie
Że powinnam bać się
Twojego osądu.
Że nie powinnam nawet
Słowem Ci o tym wspominać.
Ależ skąd, mój Kochany
Ja wiem, że mnie nie osądzisz
Piszę do Ciebie i myślę o Tobie
Tylko dlatego iż wiem
Że nie istniejesz.
23.VII.2008.
Proserpine.
komentarze [0]
Merry Blues >> środa, 2 lipica 2008 16:26:36
Ostatnie dni były dosyć... hmm, interesujące, powiedziałabym.
Mnie i Pani J. udało się zrobić zdjęcia pewnemu człowiekowi, na którego polowałyśmy od dawna i ich efekt możecie na razie podziwiać tu:
http://blackproserpine.deviantart.com
Co prawda szykowany temat ("Tequilla, sexo y marijuana") jak dla mnie nie wypalił do końca, a to z braku odpowiednich przygotowań, ogólnej paniki i histerii, ale efekt jednak przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania (a przynajmniej moje) - to w temacie łazienkowym. I raczej jesteśmy dumne. Nieważne, że chyba u tego człowieka delikatnie sobie przejebałyśmy (tak, starałam się to określić najpiękniej, jak potrafiłam) - ta chwila i tak musiała wreszcie nadejść.
Tak czy inaczej szanownemu Panu M. serdecznie dziękujemy za udział i zaangażowanie (oczywiście na odpowiednią skalę), choć nie sądzę, by szanowny Pan kiedykolwiek miał tu zajrzeć.
Prawie tydzień temu spotkałyśmy się z kolejnym Panem M.M. - Maseckim Marcinem niejakim, również w sprawie robienia mu przez nas zdjęć. Pan oczywiście pomarudził, popatrzył na nas psychicznym wzrokiem, spytał, czy potrzebne nam to do albumu rodzinnego (ten człowiek chyba czyta w myślach) i obiecał, że znudzi mu się jego szkaradny wąs w ciągu dwóch tygodni i do tego właśnie czasu będzie się zastanawiał czy wyraża łaskawie zgodę na sfotografowanie jego wspaniałej osoby. Czekamy z niecierpliwością.
Poza tym kilka dni temu zabukowało się u nas na nocleg czterech uroczych muzyków, z czego jeden był z Czech, dwóch ze Słowacji i jeden z Polski. Było naprawdę uroczo, zwłaszcza, gdy szanowny Pan Jarek przychodził do nas do łóżka o 6 nad ranem. A, i kiedy po pijaku zarywałam prześliczną Pannę, która okazała się być Pana Jarka Panną byłą, heh (pozdrawiam :P). Jeden wieczór był stracony, i to w sposób dość przykry, no ale to już na pewno nie była wina Panów Muzyków, czy kogokolwiek innego. Niczyja wina, poza naszą - moją i drugiej Pani J. Faktycznie, chyba sobie tego nie wybaczę do końca życia, wtajemniczeni - mam nadzieję - wiedzą o cóż takiego chodzi. W każdym razie, śniadania szykowane przez Jarka były wyśmienite, to muszę zaznaczyć.
Poza tym dostałam obsesji na punkcie Manu Chao i zamierzam się wybrać na jego koncert we Wrocławiu, chyba się nieszczęśliwie zakochałam (tak, znów) i ogólnie się wszystko zrypało. Acha, i czytam teraz "Nieznośną Lekkość Bytu" Kundery i stracilam dla tej książki głowę. Sposób, w jaki ten człowiek pisze o różnych stanach, odczuciach, uczuciach, wrażeniach i snach - to jest TO.
To by było chyba na tyle. Dodam jeszcze na koniec, że kilka dni temu po raz drugi przeżyłam coś niezbyt sympatycznego słuchając "Jail" Down. Siedziałam, słuchałam i miałam wrażenie, że coś bardzo istotnego straciłam, no i że już nigdy tego nie odzyskam. To na pewno jest bardzo istotne COŚ, choć na razie nie jestem jeszcze w stanie stwierdzić czym to jest. W każdym razie chętnie się dowiem.
Proserpine.
komentarze [5]